Przygód z biletami ciąg dalszy

Tak jak pisałem w poprzedniej notce zdecydowaliśmy się lecieć liniami British Airways. Kolejnym krokiem był wybór agenta u którego kupujemy bilety a ściślej rzecz ujmując strony www przez którą dokonujemy zakupu wybranych biletów. Pierwszym logicznym wg mnie wyborem była bezpośrednia strona BA (www.ba.com). Powinno w założeniu być najtaniej, ale tutaj mała niespodzianka cena na stronie BA jest wyższa od ceny na Aero.pl (www.aero.pl) o kilkadziesiąt złotych. Co prawda przy cenie podanej na Aero.pl jest dopisek, że nie zawiera “Transaction Fee” ale samo proste porównanie ceny sugeruje, że taniej jest na Aero.

Coż to jest to magiczne “Transaction Fee”? Jest to opłata jaką pobiera agent za obsługę. W naszym przypadku w/w opłata wynosiła 275 złotych. Tak, więc realnie taniej jest na stronie BA. Niestety tutaj przy zakupie biletu pojawił się inny problem. Płacić można jedynie “wypukłą” kartą kredytową. Niestety nie dysponujemy takową w dodatku limit musi wynosić ponad standardowe 5 tys. złotych. Po kalkulacji stwierdziliśmy, że nie będziemy wyrabiać karty tylko po to, żeby zapłacić za bilet. Trudno będzie drożej.

Samo zawarcie transakcji na Aero.pl jest dosyć proste i niczym specjalnym nie zaskakuje. Najpiew dokonujemy rezerwacji, która jest ważna przez 3 dni kalendarzowe (!!!), co w przypadku rezerwacji w czwartek lub piątek jest dosyć nieprzyjemne. W czasie tych 3 dni trzeba dokonać przelewu-płatności za bilety. Po otrzymaniu przelewu agent przysyła bilety drogą e-mailową. Zapomniałem wspomnieć, że są to bilety elektroniczne czyli takie, które otrzymuje się e-mailem, drukuje i z wydrukiem w garści udaje na lotnisko. Samo potwierdzenie rezerwacji również otrzymujemy e-mailem zaraz po dokonaniu rezerwacji w systemie.

0 Odpowiedzi do “Przygód z biletami ciąg dalszy”



  1. Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz