Do Japonii lecimy w trójkę. To znaczy dwie osoby dorosłe oraz mały człowiek vel infant. I tutaj pojawiają się problemy. Za takiego małego człowieka płaci się i to całkiem sporo szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że leci on na naszych kolanach. W przypadku lotów na krótkich dystansach nie jest to dużym problemem ale problemem jest. Natomiast bardzo dużym problemem jest na lotach długodystansowych. A za taki lot uważam przelot na trasie Londyn – Tokio i Tokio – Londyn.
Na szczęście linie lotnicze mają chyba doświadczenia (doświadczenie – elegancka nazwa wszystkich nieprzyjemności jakie nas spotkały) w obsłudze tego typu pasażerów i w miarę swojej możliwości oferują im pewne udogodnienia tj. hamaczek vel korytko do spania, wygodniejsze miejsce (więcej przestrzeni) zabawki oraz specjalne menu. Z tego wszystkiego najwartościowsze wydaje mi się miejsce do spania. Wątpię, żeby mały wytrzymał 12 godzin lotu bez snu a spanie z dzieckiem na rękach nie należy do przyjemności.
Z innych ciekawostek związanych z przelotem należy wymienić, że na pokład samolotu można zabrać litr jedzenia dla dziecka (mleko, zupki, kaszki itp.) ale jednostkowe opakowanie nie może przekraczać 100 ml (!).
Na koniec ciekawostka z forum na które natrafiła żona szukając informacji. Jedna z mam zadała pytanie czy trzeba mieć jakieś specjalne zapięcie przy foteliku samochodowym, żeby wpiąć je do fotelu w samolocie. Najpierw mnie to rozbawiło, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że byłoby to fajne rozwiązanie ale niestety nierealne a właściwie kosztowne, bo wtedy trzeba płacić jak za dorosłą osobę. No i czy pozwoliłaby ochrona wnieść fotelik na pokład?